Kilka dni temu Cassia „zmusiła” mnie do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę lubię. Muszę przyznać, że sprawiło mi to wiele przyjemności i pozwoliło przypomnieć sobie, jak fajnie cieszyć się z drobiazgów :)
Moja lista nieuporządkowana:
czytać książki analogowe – zapach drukarskiej farby, papieru, możliwość schowania się z taką książką w kącie i oderwania od codzienności – uwielbiam
muzykę – bez niej bym nie istniała. w pełni oddaje mnie zdanie ‘chcesz wiedzieć, w jakim nastroju jestem – sprawdź, czego akurat słucham’
herbatę – biała, zielona, czerwona, owocowa (no dobra – za czarną nie przepadam) – pita samotnie przy czytaniu bądź z gronem znajomych, w domu czy w herbaciarni – nie wyobrażam sobie życia bez herbaty
kawę z mlekiem i przyprawami – kiedyś smak kawy wydawał mi się nie do zniesienia, teraz poranki są milsze dzięki niej :)
programować – chociaż rodzi to nie raz wiele frustracji, gdy coś nie wychodzi, ale co tam – w rezultacie bardziej frustruje się moje otoczenie niż ja ;))
jeździć pociągami – a tam czytać, słuchać muzyki, oddawać się głupawce ze współpasażerami lub też gapić się (pozornie) bezmyślnie za okno
Tatry – pokazały mi nie raz, że jestem tylko małym człowiekiem, który jest w stanie przetrwać jedynie wtedy, gdy pokona własne słabości – i że bez względu na wszystko – jest w stanie robić rzeczy niemożliwe (ehh… pamiętna wyprawa na Rysy 20.09.2004…)
śpiewać – aczkolwiek tu lepiej dla innych, gdy robię to w samotności ;))
język włoski – no cóż… mam słabość do tego języka i kraju ;)
układać puzzle – odkąd pamiętam i pewnie tak mi już zostanie
Okazuje się, że lubię znacznie więcej (np czekoladę, fotografowanie, planszówki, pocztówki i mnóstwo innych), ale postanowiłam nic na tej liście już nie zmieniać :)) Niech zostanie taka jak jest – czyli pierwsze 10 rzeczy, które przyszły mi do głowy :)
A do zabawy zapraszam Lucę :) Ciekawa jestem, czy dobrze obstawiam chociaż część jej listy… ;))
Dziś rozpoczął się 29 tydzień roku, a ja właśnie skończyłam 28 książkę. Nareszcie jestem na bieżąco z akcją :) Sporo zawdzięczam czerwcowi, który był wyjątkowo płodny, jeśli chodzi o moje czytanie – aż 13 sztuk na koncie =]
Niestety, brak mi inspiracji do opisywania każdej książki z osobna – odkładam to więc na później, a dziś tylko lista wszystkich przeczytanych pozycji :)
Cecelia Ahern „PS. Kocham Cię”
Joanna Chmielewska „Porwanie”
Ryszard Głowacki „Paroksyzm numer minus jeden”
Krystyna Boglar „Dalej są tylko smoki…”
Lee Wilkinson „Wenecka przygoda”
Eoin Colfer „Artemis Fowl: Paradoks Czasu”
dr Pierre Dukan „Nie potrafię schudnąć”
Natalia Rogińska „Gruba”
Alfred Hitchcock „Nowe przygody trzech detektywów: Duch Malcolma Fostera”
Stephenie Meyer „Zmierzch”
Stephenie Meyer „Księżyc w nowiu”
Stephenie Meyer „Zaćmienie”
Stephenie Meyer „Przed świtem”
Douglas Adams „Autostopem przez Galaktykę”
C.S. Lewis „Opowieści z Narni: Lew, Czarownica i Stara Szafa”
C.S. Lewis „Opowieści z Narni: Książę Kaspian”
C.S. Lewis „Opowieści z Narni: Podróż ‘Wędrowca do Świtu’ „
Bogusław Narewski „Tekściarz”
Barbara Wilson „Nie do pobicia”
Eileen Hehl „Z całego serca”
Patricia St. John „Tajemnica Bażanciej Chatki”
Patricia St. John „Tajemnica Dzikiego Boru”
Aleksander Minkowski „Marta Patton i uzdrowiciel z Bombaju”
Caroline Pitcher „Nie da rady bez czekolady”
Aleksander Minkowski „Czarny granit”
J.K. Rowling „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”
J.K. Rowling „Harry Potter i Komnata Tajemnic”
Stanisław Kowalewski „Czarne okna”
Aktualnie mam napoczętych chyba z 10 książek, kolejnych prawie 50 czeka na swoją kolej. Jest dobrze :)
Pamiętam, że już w podstawówce marzyło mi się, żeby mieć wysokie IQ. Sama nie wiem, z czego to wynikało – może dlatego, że byłam jedną z tych, które są pośmiewiskiem w szkole? No bo przecież dzieci zawsze muszą znaleźć sobie jakiegoś kozła ofiarnego – inaczej życie nie ma smaku, prawda? ;)
Kiedy trafiłam na stronę Mensy i zobaczyłam, że cyklicznie organizują sesje testowe – ucieszyłam się, że wreszcie będę miała okazję sprawdzić swoje możliwości. Oczywiście od tego czasu minęło kilka lat – jednak w zeszłym roku wreszcie udało się dotrzeć na test – co prawda dopiero w grudniu, ponieważ w czerwcu akurat w tym samym czasie miałam egzamin ze Sztucznej Inteligencji ;) (o tak na ironię ;))
5 grudnia był test – 45 pytań, 20 minut. Ostatnie 2 pytania już strzelałam, bo nagle się czas skurczył ;)
I od tamtej pory z niecierpliwością wyczekiwałam na listonosza z wynikami…
Dziś wreszcie dotarły wyniki i… niesamowite jak jedna zwyczajna liczba może poprawić nastrój, nie mówiąc już o tym, ile nagle zniknęło kompleksów i poczucia bycia gorszą/głupszą od innych.
Na dowód, że jednak nie jest ze mną tak źle – skan listu od Mensy :)
Wszystko zaczęło się od niewinnej fotki, którą wkleił jansebastiantrach na blipa. Pozazdrościliśmy mu bardzo szybko i został zarzucony prośbami o przepis ;) Na szczęście jest to człowiek bardzo pomocny i spreparował specjalnie dla nas filmową instrukcję:
Nie miałam więc wyjścia – trzeba było włączyć myślenie i sprawdzić swoje możliwości ;)
Zajęło mi to nieco więcej czasu, pobrudziłam więcej naczyń, ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że aż tak dobrze mi pójdzie ;)
Pozwoliłam sobie posypać całość czekoladą w proszku. Czy faktycznie się udało – oceńcie sami :)