książka nr 3 – Ryszard Głowacki „Paroksyzm numer minus jeden”
„Paroksyzm numer minus jeden” opowiada o wyprawie w kosmos, a właściwie już o drodze powrotnej na Ziemię. Załoga promu „Mirax” kieruje się do domu po skończonej misji, gdy nagle na swojej drodze spotykają coś dziwnego. Dyżurujący Dan i Any zmuszeni są odhibernować dowódcę, by przekazać mu bardzo niepokojącą wiadomość…
Książkę tę zaczęłam czytać z bardzo głupiej przyczyny – ma tylko 100 stron, a ja chciałam trochę nadrobić zaległości w akcji 52książki ;) Nadgonić za bardzo się nie udało, ale za to miałam okazję poznać intrygującą historię.
Początkowo czytało mi się średnio – historia rozkręcała się powoli, w zamian za to autor korzystał z możliwości opisania wszystkiego bardzo szczegółowo językiem, który nie dla każdego jest zrozumiały ;) Postanowiłam jednak czytać dalej i bardzo pozytywnie się rozczarowałam – mniej więcej w 1/3 wciągnęłam się tak, że myśli o przerwaniu wydawały mi się głupie ;)
Nie jest to może arcydzieło, ale niesamowite było poznawanie wizji autora na temat przyszłości ludzi – z perspektywy czasów, w których żył (książka została wydana w 1979 roku). Czasem wywoływała uśmiech (gdy opisywana jako daleka przyszłość – jest już częścią naszego życia), czasem chwilę refleksji nad tym, czy pomysły autora są możliwe do realizacji. Myślę, że to naprawdę fajna lektura na zimowy wieczór :)
Ogólna ocena – 6/10. Tak mało ze względu na trudny początek i fakt, że książka wg mnie skończyła się za szybko ;) Polecam ją szczególnie pasjonatom science-fiction i osobom o bardziej ścisłych umysłach :)
